"Maska Halo uchroniła mnie przed zakażeniem"

Gdy w marcu 2020 roku rozpocząłem pracę na oddziale covidowym, nie dysponowaliśmy taką jak obecnie wiedzą na temat środków zabezpieczenia osobistego i transmisji wirusa. Brak wiedzy oraz zwykły ludzki lęk kazały mi szukać możliwości najlepszego zabezpieczenia się przed koronawirusem - pisze dr Zbigniew Żyła, specjalista anestezjologii i intensywnej terapii, lekarz na „covidowym” Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii w Krakowie.

Oprócz zwykłych maseczek chirurgicznych testowaliśmy maski, a dokładniej półmaski filtrujące, z klasami ochronnymi FFP1, FFP2 i ze strachu FFP3. Szybko okazało się, że w przypadku nowego wirusa standardowe środki ochronne będą niewystarczające. Zwykła maseczka chirurgiczna nie zapewniała należytej ochrony, bowiem została stworzona, aby chronić pacjenta przed personelem medycznym, a nie odwrotnie.


Półmaski filtrujące zapewniały lepszą ochronę i dawały większy komfort psychiczny. Oczywiście na początku wszyscy sięgali po FFP3. Miały one jednak wiele niedogodności, z których najważniejszą było uczucie ciepła, a w sytuacjach stresowych nawet duszności. Dodatkowo były one trudno dostępne i powodowały powstawanie odcisków i otarć.


Marzył mi się system dający czynne i stałe nadciśnienie w obrębie ust i nosa, tak jak w maskach strażackich, które zapobiegają inhalacji trujących gazów w przypadku rozszczelnienia maski.


Przeglądając rozwiązania dostępne na świecie trafiłem na produkt australijski, egzotycznie daleki, rozwijany od wielu lat. Jego „złoty czas” nadszedł w dobie koronawirusa.

Wśród projektantów australijskiej maski HALO było wiele kobiet, zapewne dlatego w budowie nie jest tak toporna jak maski wojskowe czy przemysłowe. Producent wchodził szturmem na rynki światowe, do Polski na początek z oficjalnej dystrybucji trafiło kilkadziesiąt sztuk.


Półmaskę Halo Cleanspace kupiłem jako jeden z pierwszych w Polsce. Na początku chodząc w niej słyszałem żarty o Jedi z Gwiezdnych Wojen, ale szybko stała się dobrem bardzo poszukiwanym. Przede wszystkim dlatego, że żadna z osób pracujących w masce Halo na covidowym Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii nie zachorowała, w przeciwieństwie do osób używających zwykłych półmasek twarzowych o poziomie ochrony FFP3.


Dla każdego użytkownika ważne są różne cechy, dlatego skupię się na tym, co dla mnie przez wiele miesięcy użytkowania stało się najbardziej istotne.

Silniczek wiatraczka w module elektronicznym maski wytwarza nadciśnienie. Po rozszczelnieniu wiatraczek natychmiast zwiększa prędkość pracy, dzięki czemu powietrze wydostaje się na zewnątrz. Nie ma więc szans na zaaspirowanie skażonego powietrza

z zewnątrz.


Kolejna zaleta to temperatura – powietrze w masce jest chłodne, oddycha się w niej lżej

i pracuje komfortowo. Przy wielogodzinnych dyżurach to bardzo ważne, zwłaszcza podczas wysiłku w trakcie reanimacji czy biegu po schodach szpitalnych.

Maskę cechuje też łatwość konserwacji. Element silikonowy był przeze mnie myty i odkażany setki razy bez jakichkolwiek śladów użytkowania. W codziennym użytkowaniu bardzo przyjazną cechą jest to, że wychodząc z oddziału „covidowego” mogłem zabrać maskę ze sobą pod prysznic i ją po prostu umyć.


Kolejny plus maski HALO to przyjazność dla użytkownika. Odciski na twarzy miałem tylko po pierwszym dyżurze, gdy ze strachu zbyt mocno naciągnąłem wszystkie paski regulujące. Potem zapinałem już ją dość luźno, bo duża powierzchnia miękkiego silikonu stykająca się

z twarzą zapewnia szczelność. Dodatkowo wspomniany cichy silniczek wiatraczka dawał znać natychmiast przy przypadkowym chwilowym rozszczelnieniu maski.


Silikon nie powoduje żadnych reakcji alergicznych. Koleżanka anestezjolog, która jak sama mówi jest „uczulona na wszystko”, nie miała żadnych problemów skórnych po miesiącach użytkowania maski. Natomiast przy zwykłych maskach FFP3 reakcje skórne były bardzo nasilone.


Maska jest lekka i dodatkowo ma regulowaną uprząż z paskami na czubku głowy. Nie spada z twarzy i nie czuć jej ciężaru. Widać także twarz osoby w masce. Ma to pozytywny aspekt psychologiczny dla otoczenia.

Nie bez znaczenia jest również aspekt finansowy. Maska kupiona raz służy mi już prawie rok. Wymieniam tylko co kilka tygodni filtry o charakterystyce przekraczającej parametry masek FFP3.


Akumulatorek modułu zasilania ładuje się podobnie jak telefon. Wystarcza na wiele godzin. Ja osobiście przetestowałem ponad 12 godzin ciągłego, intensywnego użytkowania bez doładowywania.


Maska Halo zapewnia najwyższy w praktyce dostępny w rozwiązaniach cywilnych poziom ochrony. Posiada certyfikaty od Australii, poprzez Europę i USA, a jej parametry przekraczają wymogi opisane w oficjalnej normie EN 12 942.

Oczywiście nie testowałem wszystkich światowych rozwiązań, bo jest to niemożliwe, ale sprawdziłem cechy i walory użytkowe większości tych w mojej ocenie najlepszych. Po prawie roku intensywnego użytkowania mój wybór dzisiaj byłby taki sam. W tym przypadku nie czas na kompromis.


Życzę wszystkim medykom dostępu do takich masek, bo nam się one po prostu należą.

Według danych Ministerstwa Zdrowia w ciągu roku od wybuchu pandemii w Polsce ponad 90 tysięcy medyków zostało zakażonych koronawirusem. Nie musiało umrzeć ponad 86 lekarzy, 67 pielęgniarek/pielęgniarzy, 12 stomatologów, 7 ratowników, 5 farmaceutów i wielu, wielu innych.


SZACUNEK DLA ICH PRACY I POŚWIĘCENIA.



O autorze:

Dr Zbigniew Żyła. Specjalista Anestezjologii i Intensywnej Terapii,

Wieloletni Dyrektor Medyczny w Centrali Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Członek zespołu negocjacyjnego i roboczego, odpowiedzialnego za jeden z największych przetargów w polskiej służbie zdrowia – zakup śmigłowców ratowniczych. Wyznaczył standardy wyposażenia dla tego typu maszyn. Niektóre z zaproponowanych przez niego rozwiązań zostały przyjęte przez komitety normalizacyjne wszystkich krajów europejskich. Manager jednostek ochrony zdrowia. Członek grupy roboczej Polskiego Komitetu Normalizacyjnego. Lekarz na „covidowym” Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii w Krakowie.